Czasami brak…pomysłu, sensu, pasja leży pod łóżkiem jak zbity pies.I biorę aparat na spacer jak przysłowiowe zło konieczne…bo a nuż…może coś wylezie przed ślepia…a może dlatego żeby przestrzelać zastane obiektywy…a może człowiek trzyma się tej swojej fotografii wpisanej w żywot niczym ostatniej żyletki…i potem nie będzie już nic…nie wiem sam…czas pokaże…a tu znowu tyle pytań…
Czekam…

p.s.
jutro może w końcu pójdę gdzieś…